Powoli opadają wyborcze emocje. Mimo że rząd Prawa i Sprawiedliwości po raz trzeci z rzędu wygrał wybory do Sejmu, jest to tylko pyrrusowe zwycięstwo. Nikt poza garstką polityków PiS nie ma wątpliwości, że to opozycja przejmie władzę i stworzy własny koalicyjny rząd. Warto pochylić się nad przyczynami klęski PiS (bo jakże inaczej nazwać oddanie władzy Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drodze i Lewicy), a także zasygnalizować, które decyzję okazały się w ostatecznym rozrachunku brzemienne w skutkach. 

Na wstępie należy zaznaczyć, że nie można wskazać jednej przyczyny lub błędnego ruchu, który skutkował słabszym wynikiem wyborczym formacji prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W praktyce złożyło się na to szerokie spektrum czynników. Wymagają one głębszej refleksji i analizy. W tym tekście skoncentrujemy się na tych, które finalnie przechyliły szalę zwycięstwa na stronę opozycji. 

W pierwszej kolejności należy wskazać upór kierownictwa PiS w grze na maksymalną polaryzację. Przesadna wiara w wewnętrzne badania i rady spin doktorów PiS, które dowodziły, że na polaryzacji można sporo zyskać, okazała się całkowicie chybiona. Rachuby te spełzły na niczym, gdyż wychodziły z błędnych przesłanek zakładających, że „propaganda sukcesu” i ciągle atakowanie opozycji przekona nowych wyborców. Ponadto słabszy i poniżej oczekiwań występ Donalda Tuska w przedwyborczej debacie organizowanej przez TVP uśpił czujność partii rządzącej na ostatniej prostej kampanii wyborczej.

Niemniej istotny jest fakt, zbytniego skupienia się na straszeniu powrotem do władzy partii Donalda Tuska zamiast afirmowania kwestii gospodarczo-ekonomicznych, w których rząd premiera Mateusza Morawieckiego bije na głowę swoich poprzedników z PO-PSL. Dla wielu sympatyków opozycji takie stwierdzenie może wydawać się wręcz bałwochwalczą aberracją. Tymczasem prawda jest taka, że oprócz inflacji rząd Zjednoczonej Prawicy wyraźnie góruje nad swoimi poprzednikami z PO-PSL w praktyce każdym wskaźniku ekonomicznym. Począwszy od poziomu bezrobocia, zadłużenia państwa w relacji do PKB, dochodów budżetowych, uszczelniania systemu podatkowego – wpływów z VAT i CIT. Można tak wyliczać w nieskończoność. Ponadto ciężko znaleźć grupę społeczną, której sytuacja materialna uległa radykalnemu pogorszeniu (nie licząc byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa i aparatu terroru Polski Ludowej z odebranymi wysokimi emeryturami) w okresie 2015-2023. I to mimo pandemii, wojny na Ukrainie i szoku energetycznego. To niewątpliwie temat na osobną analizę i tekst.

W kontekście błędnych decyzji nie sposób wspomnieć o swoistym grzechu pierworodnym drugiej kadencji rządów ZP, czyli wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku w sprawie aborcji i uznania przerywania ciąży z powodu wad letalnych płodu za niezgodny z konstytucją. Implikował on jednymi z największych społecznych protestów w historii III Rzeczpospolitej. Od tamtej pory rząd Zjednoczonej Prawicy nie powrócił do poparcia na poziomie 40%. Szczególnie widoczne to było w odpływie sympatii młodych kobiet do innych formacji politycznych. Późniejsze próby odzyskania, chociaż częściowego poparcia młodych kobiet i skierowania pewnej oferty programowej do tej grupy wyborów były skazane na porażkę. 

Tym niemniej wydaje się, że ostatnie tygodnie kampanii wyborczej Zjednoczonej Prawicy toczyły się bez jakiegoś większego pomysłu i braku reakcji na bieżące wydarzenia. Opierały się głównie na gaszeniu pożarów, tak jak było to z dymisjami w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego. Afera wizowa nieco nadszarpnęła wizerunek partii, która na sztandarach miała sprzeciw wobec unijnym pomysłom przymusowej relokacji migrantów. Oczywiście została rozdmuchana przez opozycję do niewyobrażalnych rozmiarów vide 430 tysięcy migrantów – wpuszczonych do Polski poprzez przestępczy proceder zakupu wizy. Między bajki należy jednak włożyć twierdzenia, że był to punkt zwrotny kampanii wyborczej. Już od dłuższego czasu kampania w wykonaniu Zjednoczonej Prawicy straciła impet i wiele wskazywało, że kurczowe trzymanie się polaryzacji i kwestii związanych z bezpieczeństwem państwa może nie wystarczyć. Także w kwestii referendum wydaje się, że polityczny zmysł zawiódł prezesa Kaczyńskiego. Frekwencja niewiele ponad 40% to jednoznaczna porażka partii rządzącej. 

Na domiar złego PiS mimo pogarszających się sondaży, zwiastujących możliwość samodzielnych rządów nie zmienił swojego nastawienia do Konfederacji. Ataki na partię Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka były bezcelowe w obliczu tego, że to Konfederacja mogła stać się jedyną szansą ZP na trwanie przy władzy. Słaby wynik Konfederacji całkowicie oddalił te kalkulacje. Na usta cisną się wręcz słowa o krótkowzroczności kierownictwa PiS. 

Co więcej, imponująca frekwencja (74,38%) przełożyła się szczególnie na wysokie poparcie dla partii opozycyjnych w grupie młodych wyborców. Wiele wskazuje, że powtórzyła się sytuacja z 2015 roku, kiedy PO dla wielu młodych osób była swoistą partią „obciachu”. Tym razem w tej roli znalazł się PiS. W grupie wiekowej 18-30 lat partie opozycyjne w pokonanym polu zostawiły Zjednoczoną Prawicę. Do rangi truizmu urasta stwierdzenie, że toporna propaganda sącząca się od kilku lat w telewizji publicznej dopełniła czarę goryczy wielu zwłaszcza młodych Polaków. Absurdalne paski w „Wiadomościach” trafiały do wyobraźni Polaków poprzez memy. Szczególnie wśród młodych wyborców utrwalały wizerunek partii „obciachu”. 

Otwartym pytaniem pozostaje, czy PiS w roli opozycji upodobni się do Koalicji Obywatelskiej. Przekształcenie się w totalną opozycję wzorem KO może zostać odebrane zwłaszcza przez centrowych wyborców jako całkowite zaprzeczenie dotychczasowych oskarżeń wobec partii Tuska i utrata wiarygodności. Niestety wiele przemawia, z tym że może to pozostać tylko w sferze pobożnych życzeń. 

Nie ulega wątpliwości, że tylko surowy rozrachunek z błędami popełnionymi w kampanii wyborczej może PiS pozwolić wyciągnąć ożywcze wnioski na przyszłość. Pierwsze wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości zdają się niestety świadczyć, że może być z tym kłopot. Dominuje rozczarowanie z niedowierzaniem i narracja o tym, że „PiS ma najliczniejszą reprezentację w Sejmie”, bądź „wygrał wybory do Sejmu”. Jeżeli wierchuszka PiS nie zdobędzie się w najbliższym okresie na wyciągnięcie odpowiednich wniosków – z wyborczej porażki – to pobyt w opozycyjnych ławach może się znacznie przedłużyć. Innymi słowy, słabszy wyborczy wynik PiS powinien stać się inspiracją dla zmian w partii i jej podejścia. Jednym z takich wniosków jest zakończenie mariażu z Suwerenną Polską. Tym bardziej nie należy przykładać większej wagi do faktu, że formacja Zbigniewa Ziobry wprowadziła do Sejmu aż 18 posłów. Było to możliwe tylko i wyłącznie pod auspicjami ZP. Trzeba raz na zawsze skończyć z toksycznym wpływem Ziobry i jego zauszników na PiS. Słabość prezesa Kaczyńskiego do ministra sprawiedliwości obróciła się przeciwko PiS. Wyborcza porażka powinna stać się katalizatorem zmian w łonie Prawa i Sprawiedliwości i obrania nowego kursu już w nowych opozycyjnych warunkach.