Sobotnia konwencja Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie przyniosła wreszcie odpowiedź na pytanie o kandydata tej partii na premiera w razie wygranej w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Wybór Przemysława Czarnka dowodzi jednoznacznie, że prezes PiS nie porzucił mrzonek o zdobyciu samodzielnej większości parlamentarnej dla PiS i powtórzeniu scenariusza z 2015 i 2019 roku. PiS byłby dziś w innej sytuacji, gdyby koncertowo nie zmarnował politycznego kapitału po prezydenckiej wiktorii Karola Nawrockiego. Wszedł w nową dynamikę polityczną niczym dekadę wcześniej po wyborze Andrzeja Dudy. Na fali powyborczej euforii uwierzył, że koalicja rządząca jest na jednej wielkiej równi pochyłej i tylko tygodnie dzielą ją od rozpadu.
Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich tygodniach traci coraz bardziej w sondażach. Próbą odwrócenia tego negatywnego trendu jest wskazanie Przemysława Czarnka jako premiera w przyszłym ewentualnym rządzie PiS. Pal licho, że w partii coraz bardziej iskrzy na linii Mateusz Morawiecki i jego tzw. frakcji harcerzy z frakcją tzw. maślarzy (Przemysław Czarnek, Jacek Sasin, Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński). Czy konwencja PiS jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (pozdrowienia dla Izabeli Leszczyny) rozwiąże te wszystkie wewnętrzne problemy? Ani o jotę, ale ma być wizerunkowym nowym otwarciem, które przysłoni, choć na chwilę, te problemy.
Zamiast skupić się na budowaniu zdolności koalicyjnych i pozyskaniu umiarkowanych wyborców, Jarosław Kaczyński idzie na całość. Cel jest wyraźny: zdobycie samodzielnych rządów bez konieczności oglądania się na Konfederację, Konfederację Korony Polskiej (KKP) i Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) i koalicyjnych przetasowań. Pełnia władzy w rękach Prawa i Sprawiedliwości. Diagnoza prezesa PiS jest jednoznaczna: trzeba odzyskać wyborców, którzy odpłynęli do Konfederacji, a zwłaszcza Konfederacji Korony Polskiej (KKP) Grzegorza Brauna. W ocenie prezesa to powinno wystarczyć do odsunięcia Tuska od władzy. Zapomina jednak, że nie bez powodu ci wyborcy odpłynęli do konkurencyjnych partii na polskiej prawicy. To nic innego jak błędy PiS sprawiły, że dziś Konfederacja wespół z KKP ma w sondażach poparcie większe niż partia Jarosława Kaczyńskiego. Długo by wymieniać te błędy, ale warto wskazać te najważniejsze: uległość wobec Ukrainy, polityka w czasie pandemii Covid-19, polityka migracyjna, realizacja polityki klimatycznej Unii Europejskiej kosztem polskich rolników.
Nie można Czarnkowi odmówić, że potrafi brylować w mediach i gładko wygrywać erystyczne pojedynki z politykami Koalicji Obywatelskiej. Z drugiej strony, cóż to za trudność w pokonanym polu zostawiać taką, powiedzmy, Martę Wcisło czy Dariusza Jońskiego i Witolda Zembaczyńskiego, którzy raczej nie należą do polityków obdarzonych przez Boga intelektem. Prezes Kaczyński zdecydował się na „fightera”, który udźwignie trudy kampanijnej walki. Także tej brudnej i pełnej nieczystych zagrywek ze strony Tuska i jego akolitów. Dziwi pierwsza reakcja polityków KO, którzy myślą, że będą mieli łatwą przeprawę z Czarnkiem. Były minister nauki to jeden z najlepiej erystycznie przygotowanych polskich polityków. Jednak nazbyt kojarzy się z twardym jądrem PiS i jako polityk o radykalnych poglądach. Łatwo sobie wyobrazić te liczne paski w TV Republika i TVP Info z wypowiedziami Czarnka o „niemieckim rządzie Tuska” itp. PiS już to przerabiał w kampanii w 2023 roku. Jak to się skończyło, dla niego wszyscy dokładnie pamiętamy. Gwoli uczciwości można jeszcze wskazać jedną zaletę, która przemawia za wyborem Czarnka. Może on być łącznikiem w razie ewentualnych rozmów z Konfederacją, a i być może z PSL. Nie od dziś są znane jego dobre relacje z politykami tych partii.
Nie ulega wątpliwości, że prezes Kaczyński gra va banque. Doświadczenia nieudanych koalicji z Samoobroną Andrzeja Leppera i Ligą Polskich Rodzin Romana Giertycha są aż nadto żywe w pamięci lidera PiS. Zrobi on wszystko, aby nie powtórzył się ten scenariusz i konieczność koalicyjnego ucierania i trudnych kompromisów z mniejszymi partiami. Stawką w tej grze jest odsunięcie koalicji rządzącej na czele z Tuskiem od władzy. Pójście na udry i walka z Konfederacją i KKP o prawicowego wyborcę może jednak PiS słono kosztować i całkowicie przekreślić możliwość potencjalnej koalicji w przyszłości, gdy do przejęcia władzy zabraknie kilkunastu szabel.

