Gdy Sławomir Mentzen rzucił niedawno w stronę Jarosława Kaczyńskiego oskarżenie o bycie „politycznym gangsterem”, wielu potraktowało to jako kolejną odsłonę brutalnej, politycznej nawalanki. Jednak z mojej perspektywy – perspektywy libertariańskiej, takie określenie przestaje być obelgą, a staje się niemal pojęciem analitycznym.
Pamiętamy, jak szczęśliwie już nieurzędujący prezydent Bronisław Komorowski w przypływie zdenerwowania krzyknął kiedyś, że nie ma zgody na brak zgody. Będące wówczas w opozycji...