Wszyscy kierujemy się w życiu prawdą – wartością, dzięki której odróżniamy to co jest rzeczywiste, od tego co jest fałszywe. Wszyscy też jesteśmy zgodni, że każdy ma prawo do własnego zdania i tolerujemy odmienne opinie. Nie zauważamy jednak, że między tymi dwoma postawami zachodzi kuriozum: mimo, że wszyscy kierujemy się prawdą, ale mamy różne opinie na temat rzeczywistości, to nie możemy jednocześnie wszyscy mieć racji, a więc w istocie wielu z nas żyje w kłamstwie!

Życie ma sens albo nie ma sensu; Ziemia jest płaska albo kulista; obcy odwiedzają naszą planetę albo żyjemy na niej sami. Tylko jedna z tych odpowiedzi jest prawdziwa, a być może obydwie są fałszywe i prawda leży całkowicie gdzie indziej, lecz my jej nie dostrzegamy. Być może wcale nie kierujemy się prawdą, lecz ideologią, dogmatami czy emocjami, które z prawdą mylimy.

„Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. Gdy pierwszy raz usłyszałem ten truizm, błędnie przypisywany Mahatmie Gandhiemu, uznałem go nie tylko za śmieszny, ale i niemożliwy do zrealizowania. Poczucie to towarzyszyło mi przez większość życia. Bo niby jak zmiana mojej osoby, miałaby wpłynąć na zmianę świata? Kim jestem, by tak o sobie myśleć? Tym bardziej uznawałem przytoczony komunał za dowcip, gdy zdałem sobie sprawę, że w zasadzie nie określa on, jakie owe zmiany miałyby być: czy na lepsze czy na gorsze? Głupie pytanie, bo intuicyjnie każdy rozumie, że chodzi o zmiany poprawiające nasze życie, ale czyż w historii nie brakowało ludzi, którzy wyłącznie je niszczyli?

Pewnego rodzaju destrukcyjność zachodzi również obecnie w społeczeństwie. Jesteśmy bowiem świadkami eskalacji konfliktów na wielu obszarach życia: politycznym[1], społecznym[2] czy migracyjnym[3] i są one na tyle rozpędzone, że niewielu próbuje je zatrzymać. Debaty publiczne co raz częściej prowadzone są nie na argumenty, lecz na ataki ad personam, manipulacje i kłamstwa, nie szczędząc przy tym języka prosto z rynsztoku. Rezultatem są stale pogarszające się relacje międzyludzkie oraz nasilające się protesty, niosące podziały i zjawisko okopywania się w kółkach wzajemnej adoracji, a w skrajnych przypadkach, doprowadzające do histerii i fizycznych czynów.

Przyczyn tych zjawisk doszukać się można na wielu obszarach polityczno-społecznych, ale moją uwagę zwrócił jeden aspekt, który jest całkowicie pomijany w dyskursie publicznym.

Otóż badanie przeprowadzone pod kierownictwem prof. Dana Kahana z Uniwersytetu w Yale wykazało, że poglądy polityczne całkowicie tłumią zdolność logicznego rozumowania w przypadku, gdy nie znajdują potwierdzenia w faktach[4]. Zatem, wnioskując po rezultatach tego badania, źródłem opisywanych konfliktów jest przede wszystkim odrzucenie przez ludzi racjonalizmu – jednej z podstawowych wartości, budujących każde zdrowe społeczeństwo.

Świat bowiem jest racjonalny, a człowiek racjonalizujący (warto to podkreślić – gdybyśmy byli racjonalni, podejmowalibyśmy same dobre decyzje, a tak nie jest). Dowodów na te fakty dostarcza nam matematyka połączona z eksperymentowaniem, która jest nad wyraz skuteczna. Nauka od czasów Newtona nie tylko trafnie opisuje i przewiduje rzeczywistość (ogólna teoria względności, fizyka kwantowa), ale i sukcesywnie poprawia warunki naszego życia (technologia, medycyna). Odrzucając racjonalność świata, zanegowalibyśmy całą naszą rzeczywistość, bowiem „gdyby przyroda była amatematyczna tzn. nieopisywalna żadną matematyką, oznaczałoby to irracjonalność przyrody i prawdopodobnie wykluczałoby przyrodę z istnienia (…)”[5] i badanie jej byłoby niemożliwe. Większość z nas zatem uznaje fundamentalne prawa, rządzące Wszechświatem, za niepodważalne. A skoro za pomocą matematyki trafnie opisujemy rzeczywistość, oznacza to, że prawda jest poznawalna. (Oczywiście, w każdej chwili fakty naukowe mogą ulec skorygowaniu nowymi badaniami i eksperymentami, lecz w żadnym wypadku nie stracą na ważności – nadal znajdą zastosowanie w przypadkach, które obejmowały dotychczas).

Pojęcie prawdy jest obiektem ciągłych sporów filozofów, jednakże każdy z nas intuicyjnie rozumie, czym jest prawda i że prawda jest jedna. Fizycznie bowiem nie jest możliwe, by istniało wiele sprzecznych prawd na temat jednego obiektu czy zjawiska, lecz jak najbardziej możliwe jest istnienie na ich temat wielu kłamstw (teoretycznie nieskończona ilość). Błędne postrzeganie prawdy i tego co naprawdę jest prawdziwe (logiczne) nie odnosi się do jego prawdziwego pojęcia, lecz do błędnego używania tego słowa. Błąd powstaje, gdy myli się prawdę z ideologią, to co prawdziwe z tym co wygodne lub użyteczne, prawdę z postulatem.

Pojęcia prawdy i kłamstwa nieodłącznie są zatem związane z obiektywnym (absolutnym) i subiektywnym (relatywnym) postrzeganiem rzeczywistości.

Odrzucanie istnienia obiektywności prawdy (możliwości jej poznania), prowadzi zawsze do sprzecznej relacji. Jeśli bowiem uznam, że prawda jest niepoznawalna, powinienem czym prędzej zapytać siebie, dlaczego zatem głoszę swoje racje, w które zapewne szczerze wierzę i pragnę do nich przekonać innych? W końcu, nawet kłamiąc z premedytacją w celu uzyskania konkretnych korzyści, jestem świadomy swego kłamstwa, a więc wiem, że prawdą jest, że kłamię.

Ale nawet jeśli uznam, że prawda jest jedna, że jest poznawalna, nie oznacza to w żadnym wypadku, że to, w co wierzę, jest prawdziwe. Muszę zatem zadać sobie pytanie, czy kiedykolwiek zastanawiałem się nad słusznością swoich przekonań? Czy byłbym w stanie zmienić zdanie, gdyby okazało się, że się mylę? A jeśli nie potrafię uznać racji moich oponentów, to czyż to właśnie ja, a nie moi przeciwnicy, jestem przyczyną pogorszania się spraw?

Ostatecznie, skoro prawda jest niepodzielna, to czyż wszyscy nie powinniśmy od dawna żyć w zgodzie na gruncie spraw gospodarczo-ekonomicznych, politycznych czy ustrojowych?

Historia ludzkości dostarczyła wystarczająco dużo dowodów empirycznych na to, co jest dla nas dobre, a co złe. Ludzkość jednakże nie wyciąga z nich żadnych wniosków – wciąż spieramy się o fundamentalne sprawy, zamiast zająć się istotnie ważnymi. Czyż zdrowe, otwarte na możliwości społeczeństwo, za które poniekąd się uważamy, nie powinno przejawiać wysokich umiejętności debatowania i dochodzenia do jednoznacznych wniosków, mimo odmiennych wyjściowych zdań? Jeśli nie przejawia, to czy faktycznie jest zdrowe?

Ludzie odrzuciwszy racjonalizm czyli dążenie do poznania prawdy, urzeczywistnili orwellowskie „dwójmyślenie” i wywołali pewnego rodzaju schizofrenię polityczną. Wielu z nas posiada nie tylko błędne przekonania, ale wyznaje równocześnie dwa zaprzeczające sobie poglądy. „Demokracja czyli rządy większości, są podstawowym budulcem społeczeństwa, ale to mniejszości powinny mieć decydujące zdanie”; „wszyscy ludzie są równi, bez względu na rasę, religię i płeć, ale czarnym, muzułmanom i kobietom należą się przywileje i parytety”; „ludzie nie są wystarczająco kompetentni do wydawania własnych pieniędzy i wychowywania dzieci, ale rząd już kompetentny jest, choć również tworzą go ludzie”; „wolność słowa jest podstawowym prawem człowieka, tolerancja jest podstawową wartością społeczeństwa, ale głoszenie poglądów niezgodnych z poprawnością polityczną, to mowa nienawiści i nie można ich tolerować, trzeba uciszyć!”. Przykładów tego typu mógłbym przytoczyć znacznie więcej, ale już te nakreślają, z czym związane jest odrzucenie racjonalizmu i kierowanie się wyłącznie subiektywnymi odczuciami i mechanizmami obronnymi. Nie zastanawiamy się nad tym, czy to w co wierzymy, jest faktycznie prawdą, lecz żyjemy w absolutnym przekonaniu, że to nasi oponenci sieją kłamstwa i kierowani tym przeświadczeniem walczymy z nimi. Nie pojmujemy, czym jest dyskusja, że służy ona dochodzeniu do prawdy i że prawda jest wyłącznie jedna. To właśnie ów błędny tok rozumowania – brak dążenia do prawdy w debacie publicznej, wywołał bezsensowne, nasilające się konflikty i pozbawił społeczeństwo autorytetów.

Warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wartości, które się wyznaje, są w istocie zgodne z własnymi czynami i głoszonymi poglądami. Nie sztuką jest kierować się wolnością, jednocześnie postulując jednym ograniczanie praw, a innym nadawanie przywilejów. Nie sztuką jest kierować się sprawiedliwością, jednocześnie jednym odbierając własność i przekazując ją innym. Sztuką jest kierowanie się racjonalnością, pokorą i umiejętnością przyznawania racji innym, gdyż – parafrazując pewne powiedzenie – nie jest wstydem mylić się, wstydem jest nie chcieć znać prawdy.

Tylko spojrzeniem na siebie krytycznym okiem, jesteśmy w stanie współżyć w prawdziwie pokojowych warunkach. Ja spojrzałem i teraz wiem, że „jeśli chcę zmienić świat, muszę zacząć od siebie”.

[1] J. Mielcarek, Wybrane konflikty na scenie politycznej Polski w latach 1989-2014, 03.2015, http://refleksje.edu.pl/wp-content/uploads/2016/07/Mielcarek-Joanna.pdf

[2] Polskie konflikty A.D. 2013, 11.2013, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2013/K_141_13.PDF

[3] Stosunek Polaków do przyjmowania uchodźców, 02.2016, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2016/K_024_16.PDF

[4] Motivated Numeracy and Enlightened Self-Government, 08.09.2013,  https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=2319992

[5] M. Heller, Filozofia i Wszechświat, Kraków: TAiWPN UNIVERSITAS, 2013, s.11-13.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ