„Dzięki panowaniu #dobrejzmiany, Polki i Polacy, zarobią w 2018 roku o 5% więcej. Przez ostatnie 8 lat, za rządów koalicji PO-PSL…” Gotowi na nową dawkę socjal-propagandy? Jeśli nie, lepiej się przygotujcie, bo Prawo i Sprawiedliwość po raz kolejny, na siłę, poprawia nam warunki egzystencji.

Rząd podjął decyzję, że w przyszłym roku płaca minimalna wyniesie 2100 złotych. To kolejny, rok po roku, wzrost. Przypomnę, że w 2017 (względem 2016 r.) minimalne wynagrodzenie zwiększono o jeszcze bardziej zawrotną kwotę – 150 zł (8,1 %). Z kolei minimalna stawka godzinowa, od stycznia 2018, wyniesie 13 zł 70 groszy (obecnie 13 zł). Ach, byłbym zapomniał. Mówimy oczywiście o kwotach brutto.

Jak nie oszaleć w oczekiwaniu na „podwyżkę”? W tym aspekcie niestety nic nie podpowiem, bo już teraz rwę włosy z głowy. Nie od dziś wiemy, że płaca minimalna, to narzędzie stanowiące emanację państwowego interwencjonizmu. Ów interwencjonizm, to w słowniku synonimów #dobrejzmiany, znacznie chętniej używane, przywracanie godności i pomoc państwa.

W rzeczywistości, jedynym beneficjentem wzrostu płacy minimalnej jest państwo, a dokładnie jego budżet. Według prognoz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej „łączny re-transfer do sektora wyniesie w przypadku wariantu proponowanego przez MRPiPS, ponad 1 mld zł. W związku ze wzrostem wpływów z tytułu PIT, wzrosną dochody zarówno budżetu państwa, jak i jednostek samorządu terytorialnego w udziałach wynikających z ustawy o dochodach samorządów”. Muszę przyznać, że doceniam tę szczerość.

Minister Rafalska, ale przede wszystkim super-Minister Morawiecki, z pewnością reklamować będą znowu wspaniałe wskaźniki makroekonomiczne. W piłsudczykowskiej teorii ekonomii, to wielki sukces. Namacalne dla „zwykłych” obywateli skutki nie mają jednak prawa cieszyć.

Po raz kolejny, za swoją przedsiębiorczość, zostaną ukarani prywatni pracodawcy. Pamiętajmy, że koszta, które ponoszą w związku z wynagrodzeniem są wyższe niż to, co widzimy na papierze. W wielu przypadkach, ciągłe podwyższanie płacy minimalnej, zmusza ich do redukcji etatów. Ciekaw jestem, kto zgodziłby się na ryzyko zwolnienia z pracy w zamian za stówę podwyżki. Oczywiście brutto.

Przeciętny konsument, od lat obserwuje wzrost cen podstawowych produktów, połączony z dostosowywaniem ich do europejskich standardów. Nie dość, że z omawianej stówki lwią część automatycznie odda państwu, to pozostała kwota prawdopodobnie zniknie z portfela podczas weekendowych zakupów. I nawet nie chodzi o proporcjonalność wzrostu cen do wzrostu wynagrodzeń, ale od dawna istniejący problem przejadania większości pensji, uniemożliwiający odłożenie choćby minimalnych oszczędności.

A przecież to tylko te najprostsze, najbardziej widoczne i oczywiste konsekwencje. Łamanie tym błędnym kołem gospodarczym, to jedna z ekonomicznych tortur, uderzająca po cichu w kolejne jednostki. Warto też pamiętać o najemnikach wspierających i legitymizujących działania rządu, czyli związkowych bojówkach. OPZZ i FZZ domagali się przecież minimalnego wynagrodzenia w wysokości 2220 złotych. Dzięki temu, Polacy nie podważają istoty sprawy, skupiając się jedynie na wysokości wzrostu i ciesząc z osiągniętego kompromisu.

Tymczasem, masło jest już tak drogie, że sklepy muszą zabezpieczać się przed jego kradzieżą. Już niebawem na bramkach sklepowych usłyszymy:

[ijoijoijoijo]
-Przepraszam, chyba ma Pani niezdjęte zabezpieczenie. Jakaś nowa galanteria?
-Oj. To pewnie masło.

Jeśli masz jeszcze, Drogi Czytelniku, wątpliwości co do poszczególnych kalkulacji, zajrzyj na dowolny kalkulator wynagrodzeń i sprawdź, co dzieje się z zarobionymi przez Ciebie pieniędzmi.

PS Jeśli ktoś na siłę robi Ci dobrze, to jak to się nazywa?

 

3 KOMENTARZE

  1. Najlepiej niech ludzie zapier… Za darmo.. Wtedy wszystko bedzie tansze.. Tylko ze i tak nie bedzie za co kupic..
    My z zona zarabiamy grubo powyzej sredniej a zawsze jest malo..
    Tylko zastanawia mnie jak to sie dzieje ze np w anglii wiekszosc cen jest podobna do polkich ale zarobki o wiele wieksze..
    Jesli jedziemy przykladem masla-Maslo kosztuje 1.30 f // lurpak

  2. Masło to tylko smaczek na koniec. Myślę, że po pozostałych produktach widać co się dzieje.
    W dużym skrócie, za klucz do sukcesu uważam po pierwsze wspomniane obniżenie podatków a po drugie ograniczenie środków publicznych, którymi dysponuje aparat państwowy, nawet z wyłączeniem spod państwowej jurysdykcji pełnych działów gospodarki. Problem w tym, że to szereg zmian systemowych, których ani nie wprowadzimy na raz ani nie możemy oczekiwać, że pochyli się nad nimi Prawo i Sprawiedliwość.

  3. Ale proszę nie podawać przykładu masła jako właściwego. Ta podwyżka wynika ze spekulacji na rynkach. Z resztą się zgadzam – płaca minimalna nie powinna teraz rosnąć i być może nie powinno być jej w ogóle.

    Pytanie: czy efektu inflacji produktów nie osiągniemy stosując niższe podatki? Skoro przyczyna leży w zwiększonej w sposób „sztuczny” konsumpcji to jak zrobić tak „żeby było dobrze” ?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ