W pierwszej części cyklu skupiliśmy się na siedmiu mitach dotyczących powstania listopadowego, które niesłusznie funkcjonują w świadomości Polaków. W części drugiej przyjrzę się wydarzeniom, które rozegrały się w trakcie nocy z 29 na 30 listopada i wyjaśnię, o co chodziło z tym alkoholem i jaką rolę wówczas odegrał.

Historia na podwójnym gazie (cz. 1)

Jak wspominałem w poprzedniej części, do sukcesu buntu młodych oficerów walnie przyczynił się warszawski lud, który tłumnie wsparł akademików, w chwili, kiedy ich rewolucja wisiała na włosku. Dzisiaj chciałbym się zastanowić, co spowodowało, że ów stołeczny proletariat miast spać spokojnie, ruszył do miasta, aby bić Moskala. Może powód tak tłumnego pojawienia się u boku akademików, był inny niż gorący patriotyzm?

Utarło się wszakże, że niesiony nienawiścią do okupanta warszawski lud zdobył Arsenał Królewski i stanął obok podchorążych. Brzmi to pięknie prawda? Wiedziony patriotyzmem plebejusz staje obok młodego żołnierza, aby razem z nim, ramię w ramię, walczyć o wolność ojczyzny. To chyba zbyt piękne. A może istniał inny bodziec, który wygnał Warszawiaków na ulice? Czas się temu wspólnie przyjrzeć.

Nim jednak przejdziemy do wydarzeń z nocy 29 na 30 listopada, musimy się cofnąć do roku 1815. Wtedy to w rządzie odrodzonego państewka polskiego pojawił się pewien wybitny ekonomista, który w 15 lat, z biednej i zacofanej prowincji uczynił świetnie prosperujący, najszybciej rozwijający się region imperium Romanowów. Mowa tu o księciu Franciszku Druckim Lubeckim. Postać ta, jest dziś trochę zapomniana, dlatego z miłą chęcią przybliżę wam część, z jego długiej listy dokonań.

Będąc od 1815 faktycznym, a od 1821 roku tytularnym ministrem skarbu, książę Drucki Lubecki rozpoczął modernizację państwa na wielką skalę. Wygrał wojnę celną z Prusakami, którzy chcieli zarzucić polski rynek swoimi towarami. Ustanowił wysokie cła protekcyjne, dzięki którym, import zagranicznych towarów przestał być opłacalny. Przez swoje doskonałe kontakty na dworze w Petersburgu, książę uzyskał także zniesienie ceł na granicy z cesarstwem Rosyjskim. To otworzyło przed polskim przemysłem ogromny, i wiecznie niezaspokojony rynek. Książę położył także podwaliny pod budowę staropolskiego okręgu przemysłowego. Przy tym aktywnie wspierał rozwój przedsiębiorczości, zakładając kasy kredytowe, udzielające nisko oprocentowanych kredytów na modernizację przemysłu i rolnictwa. Drucki Lubecki zadbał także o infrastrukturę. Z jego polecenia budowano liczne drogi. Zaczęto wznosić także, używany do dziś, Kanał Augustowski, który w domyśle, miał pozwolić eksportować polskie towary na zachód z pominięciem Prus. Wreszcie w 1828 roku założył w Warszawie Bank Polski, który znacząco i aktywnie wspierał industrializację ziem królestwa.

Brzmi niemal jak laurka. Rzeczywistość jednak rzeczywistość nie była tak różowa. Książę, aby odnosić sukcesy w modernizacji państwa potrzebował wielkiej ilości pieniędzy. Skąd je wziął? Rozpoczął od rzeczy niespotykanej w historii dawnej Rzeczypospolitej. Jak być może wiecie, w czasach staropolskich kwestia płacenia podatków była dość śliska. Niby w teorii wszyscy szlachcice je płacili, a w praktyce, po skarbie królewskim hulał wiatr. Jak się już zapewne domyślacie, książę postawił na drastyczny wzrost ściągalności zobowiązań wobec państwa. Nie zapomniał również o dawnych długach i innych powinnościach mieszkańców królestwa. Nie przysporzyło mu to oczywiście wielu wielbicieli. Jednak pieniądze te nie były wystarczające do przeprowadzenia reform. Aby załatać dziurę budżetową sięgnął po jeszcze jeden instrument finansowy.

Książę wprowadził monopole państwowe na sól, tytoń oraz alkohol. Jakby tego było mało, dwa z ostatnich przywilejów, za sporą sumę pieniędzy trafiły w ręce Leona Newachowicza. Ów przedsiębiorczy żyd z nad Newy, posiadł także prawo do wyszynku mięsa i alkoholu w stolicy. To posunięcie wywołało oburzenie w całym społeczeństwie. Swoje niezadowolenie głośno wyrażali nie tylko prości chłopi, czy robotnicy, lubiący po skończonej pracy napić się gorzałki. Pamiętajmy również o szynkarzach, którzy z dnia na dzień stracili znaczą część dochodów, a także o włościanach, którzy korzystając z dawnego przywileju propinacyjnego, masowo produkowali alkohol, dobrze zresztą na tym zarabiając.

Kolokwialnie mówiąc, mimo wielkich osiągnięć w dziedzinie gospodarki, książę w dużej mierze pozbawił się poparcia społecznego. O ile Drucki Lubecki mógł być nielubiany, o tyle Leon Newachowicz został wręcz znienawidzony. Trudno się dziwić. Posiadając owe monopole, mógł w zasadzie dowolnie kształtować ceny tych towarów. Jednak czy taka błahostka mogła, aż tak wpłynąć na oceny obu postaci? W świetle źródeł można stwierdzić, że tak. Wertując pamiętniki z tamtego okresu, natrafiłem na wzmiankę o plakatach wiszących w dużej liczbie na murach stolicy, nazajutrz po wybuchu powstania. Owe afisze nakazywały obić kijami wszystkich sługusów Romanowów, natomiast dla Newachowicza przewidywano co najwyżej pętlę na najbliższym drzewie… . A co jeśli dodam, że w Warszawie znajdowały się ogromne zapasy należących do niego alkoholi? Wiem, że brzmi to nie do końca poważnie, że narażam się obrońcom patriotycznego mitu. Jednak w świetle przebadanych przeze mnie źródeł należy stwierdzić, że to właśnie zgromadzony alkohol, był jednym z decydujących czynników, który spowodował tak szerokie poparcie dla rewolty podchorążych. I postaram się wam to udowodnić. Najpierw jednak przyjrzyjmy się wspominanemu już wielokrotnie warszawskiemu proletariatowi.

 Lud, który poparł rewolucję zamieszkiwał w zdecydowanej większości tereny Starego Miasta oraz Powiśla. Niemal 200 lat temu, status tych terenów był zupełnie odmienny niż dzisiaj. Dzielnice te zamieszkiwali w zdecydowanej większości ludzie biedni, bądź bardzo biedni. Dlaczego więc mieli nie wykorzystać nadarzającej się okazji, skoro za jednym zamachem mogli pozbawić zapasów alkoholu Newachowicza wlewając je przy tym w swoje gardła? Źródła wskazują, że ta ewentualność nie pozostała bez wpływu na zachowanie Warszawiaków. Oto dowody. Zaznaczam, że przywoływane przeze mnie cytaty zostały maksymalnie skondensowane, dla zachowana przejrzystości tekstu. Jeżeli znajdą się jakieś zainteresowane osoby, z chęcią przekażę całe, nieedytowane cytaty wraz z bibliografią.

Zaczniemy stosunkowo łagodnie. Tak tamtą noc wspominał uczestnik tamtych wydarzeń, Jan Bartkowski: „Z brzaskiem dnia 30 listopada ludek warszawski zaczął pomnażać szeregi powstania […].  Jak to zwykle bywa w podobnych chwilach, […] znalazła się garstka szubrawców, którym więcej chodziło o zakropienie własnego robaka jak o wytępienie robactwa toczącego wnętrznością kraju. Czereda tych opilców, nie mogąc dotrzeć do szynkarzy, którzy dobrowolnie i bezpłatnie częstowali wódką i miodem znużonych żołnierzy, wyłamała drzwi w kilku szynkach. Nadużycia te, choć się odnowiły następnej nocy przy ulicach mniej uczęszczanych, nie uchodziły bezkarnie”. Ten cytat jeszcze nie dyskredytuje uczestników powstania. W mieście musiało jednak dochodzić do aktów bandytyzmu. Wskazują na to wspomnienia ojca polskiej okulistyki, Wiktora Feliksa Szokalskiego: „Podzieliliśmy się na ósm kompanii […] zaczęliśmy odprawiać patrole po mieście w celu utrzymania porządku, gdyż zaczęto atakować szynki i raczyć się wódką za pomyślność Ojczyzny”. W tym przypadku nie ma chyba jednak powodów do obaw. Takie wybryki zdarzały i zdarzają się przecież nawet w karnych armiach, a co dopiero w luźnej zbieraninie ochotników. Kolejne cytaty każą jednak nie traktować ekscesów warszawiaków, jako skutków ubocznych rewolucji. Wspomina o tym między innymi wybitny pisarz, tłumacz, historyk i publicysta Julian Ursyn Niemcewicz. „[…] skład niezmierny wódki Newachowicza zrabowany, wytaczano kufy z gorzałką. Każdy do woli czerpie, wkrótce kilkadziesiąt tysięcy ludzi pijanych. Krzyki, wołania, strzelania napełniają miasto całe. Okropna noc, któż mógł w niej zmrużyć oko; zatarasował się każdy, jak mógł’”. Autor tych słów był zdecydowanym krytykiem jakichkolwiek wystąpień przeciwko Romanowom. Nie wydaje się jednak możliwe, aby aż tak bardzo przeoczył swoje wspomnienia. Na podobny zapis natrafimy u przywoływanego już w poprzedniej części Józefa Patelskiego: „Tu wódką z rozbitego szynku rozochocony ludek porywa na ręce jakiegoś blaguera w mundurze francuskiego oficera z trójkolorową szarfą i, krzycząc:., Niech żyje Francja!”, […] tam sąd doraźny rozstrzeliwuje saperów, łupiących rozbitą kasę rosyjskiej komisji żywności, i wydaje z rozpaczą przybiegłym siostrom zwłoki ukochanego brata porucznika Piotrowskiego zamordowanego w obronie porządku przez własnych żołnierzy. Odzieindziej znowu głodna uliczna rzesza dobija się do pustego sklepu piekarz, straszy Żydów, kryjących się po zaułkach. lub odgraża właścicielom domów, na klucz zamkniętych. […] Młodzież szkolna zdziera orły rosyjskie, Przeszukuje mieszkania szpiegów, więzi ich i zabiera papiery policji tajnej… […]”.

Podobnie tamtą noc wspominał polski archeolog oraz historyk Tymoteusz Lipiński: „Dzień 30 był dniem większej jeszcze trwogi; pospólstwo odbiwszy magazyn wódki i różne szynki, ledwo na rogach ostać się mogło, równie i większa część żołnierza była w podobnym stanie. Zmożeni i zgłodzeni domagali się o jedzenie, piekarze byli w oblężeniu. [..] Lękano się też, aby W. Ks. nie uderzył na miasto, coby mógł z łatwością uskutecznić i dawny przywrócić stan rzeczy, tembardziej, iż rząd opieszale i z niepewnością działał. Zrabowano kasę i zrujnowano dom, gdzie mieszkał i miał bióro komisji wojny ross., generał Skrzybicki na Nowym Świecie. Również zrabowano mieszkanie Nowosilcowa, gener. Rychtera i Markowa, lecz rabunek zaczęli ich właśnie ludzie. Zburzono dom fryzjera Makrota, ojca głośnego szpiega, samego na drobne rozsiekano kawałki; na pomieszkaniu zaś przybito tablicę z napisem: taka nagroda szpiegom i zdrajcom. Lękaliśmy się o bank i kasę jlną (pisownia oryginalna) król. lecz wszędzie porozstawiano mocne straże. Zrabowano kilkanaście sklepów żydowskich na Franciszkańskiej ulicy, nim zapobieżono dalszym rabunkom. Po południu ogłoszono prezydentem Węgrzeckiego, posiadającego miłość i zaufanie mieszkańców, był on na tym urzędzie przed kilkunastu laty. Zaczęto tworzyć gwardją obywatelską i mimo wysyłanych patroli przez cały dzień i noc wtórzył się motłoch strzelając po ulicach. Każdego zmuszano chodzić przy broni; żydostwo nosiło po dwa karabiny i inną broń, bez żadnego prześladowania lub naigrawania się z nich. Szasery gwardji stali od końca Nowego Świata ku aleom, chwytali każdego kto się im nawinął i odprowadzali za rogatki szkalując i okładając płazami. Oburzenie na nich ludu jest wielkie, pozostałych przy koszarach szaserów chciano zabijać, jako zdrajców, z trudnością niewinnych obronić zdołano”..

W swoich zbiorach posiadam jeszcze kilka cytatów, które potwierdzają, że rozpalona rewolucyjnym fermentem stolica stała się na jedną noc świadkiem okrutnego bezprawia. Mógłbym przytoczyć ich tutaj jeszcze kilka. Wertując źródła traktujące o wybuchu Powstania Listopadowego, doszedłem do konkluzji, że mimo upływu niemal 200 lat, nasza wiedza o tych wydarzeniach wciąż nie jest kompletna. Jedną z białych plam jest kwestia wydarzeń w Warszawie zapoczątkowanych wyparciem wojsk rosyjskich, a zakończonych utworzeniem tymczasowej administracji powstańczej. Jak dla mnie,  sprawa ta jest jasna, rozochocony brakiem jakiejkolwiek władzy, warszawski proletariat rzucił się po, przed, lub w trakcie walk, na składy alkoholu i gospody. Będąc już pod jego wpływem wywołał zamieszki w mieście, które wygasły samoistnie w ciągu następnego dnia. Problem ten powinien być jednak należycie zbadany przez badaczy z większym doświadczeniem ode mnie.

Jak zapewne pamiętacie, w poprzednim artykule próbowałem odpowiedzieć na pytanie: Dlaczego wojska wierne Romanowowi nie wkroczyły do miasta? Może faktycznie odpowiedzią jest następujący cytat zapisany przez, znajdującego się wtedy w obozie  Wielkiego Księcia Konstantego, Ignacego Skarbka Kruszewskiego: „Przyjeżdża pułkownik Turno, adjutant wielkiego księcia; a gdy jenerałowie naradzali się co robić, i raporta przyszły od patrolów, że powstańcy wcale się nie posuwają, powiada do nich Turno: „Ja tam byłem i widziałem ich, wszyscy pijani, dajcie im najlepiej pokój, jak wytrzeźwieją przez noc, to się rozejdą do domów”.

Trzecia część „Historii na podwójnym gazie” już za tydzień.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ